Gintare & Rafał


Miejsce: Norwegia
MUA: Katarzyna Szymańska

Norvegian Love Story

Tym reportażem chciałbym Was zabrać w podróż tysiąca uczuć. Przeniesiemy się do magicznej Norwegii, którą przemierzyliśmy wraz z Gintare i Rafałem. Takiej wyprawy nie można nazwać tradycyjną sesją plenerową, a niezapomnianą przygodą. W 5 dni przemierzyliśmy południową część Norwegii wzdłuż i wszerz.

Dlaczego Norwegia?

Gintare i Rafał poznali się w Norwegii, mieszkali w niej kilka lat. Podróż ta z pewnością stanowiła sentymentalne przeżycie. Powrót do znanych miejsc, z którymi wiązali wspomnienia poskutkowała pięknymi zdjęciami, które są dla nich i dla mnie pamiątką na całe życie. Cieszę się, że mogłem im towarzyszyć i poznawać wspólnie wszystkie piękne miejsca.

Wake up!

Dźwięk budzika rozległ się parę minut po godzinie 3 nad ranem. To nie była łatwa i przyjemna pobudka, tym bardziej, że położyłem się spać ok. 1 w nocy. Pół godziny później jechaliśmy już razem z Gintare i Rafałem na lotnisko, których noc również nie należała do najdłuższych. Wystartowaliśmy bez opóźnień, chwile zdrzemnęliśmy się podczas lotu, aby zregenerować siły i w niedługim czasie po lądowaniu zaczęliśmy robić pierwsze zdjęcia.

No to go!

Z Oslo Torp obieramy kierunek na Månafossen – 92m wodospad, który pod względem wielkości znajduje się na 9 miejscu w Norwegii. Po drodze mijamy pierwsze przepiękne, norweskie krajobrazy, które rozpościerają się zza oknami. Robimy pierwsze spontaniczne zdjęcia i nabieramy do bidonów górską wodę, która jest nieskazitelnie czysta i orzeźwiająca.

Im bliżej wodospadu, tym bardziej wąskie i kręte drogi. Mijamy przecudowne górskie tereny oraz pola owiec, które od czasu do czasu wychodzą beztrosko na drogę. Będąc już na miejscu uzupełniamy wodę z pobliskiego górskiego potoku i wyruszamy na wspinaczkę ku wodospadowi. Droga była dość krótka, ok. 30 min, ale miejscami ciężka, przez śliskie po deszczu strome stopnie, aby po których przejść, należało trzymać się mocno łańcucha. Z każdym krokiem coraz bardziej słychać było szum spadającej wody. Krótka wspinaczka orzeźwiła wszystkich. Chwilę odpoczęliśmy i zabraliśmy się z zapałem za zdjęcia. Pomimo krótkiego snu Gintare i Rafała nie dało się odczuć od nich zmęczenia. Tryskała od nich radość i energia, którą widać na zdjęciach.

Kierunek Stavanger

Po minisesji w pierwszym miejscu udaliśmy się w kierunku naszego noclegu w Sandness. Każdy z nas ze zmęczenia mimowolnie uciął krótszą lub dłuższą drzemkę… Moja była krótka, gdyż pomimo nieodpartej potrzeby snu nie mogłem przestać podziwiać zapierającej dech w piersiach natury, która z każdym kilometrem zmieniała się w całkowicie inną scenerię. Od kamiennych sklepień, barwne bezdroża, lasy, po jeziora w otoczeniu surowych wzgórz. Nie mogłem oderwać oczu. Widoki były niesamowite.

Docieramy na miejsce późnym wieczorem, nie mamy ani czasu ani sił na zwiedzanie. Spędzamy ze sobą trochę czasu i udajemy się wcześnie spać, gdyż następnego dnia czeka nas kolejna pobudka przed po 3…

Prekestolen hiking

Tym razem pospaliśmy nieco dłużej niż poprzedniej nocy. Mimo to, ciemność i deszczowa pogoda za oknem nie pomaga w rozbudzeniu się. Razem z Rafałem przygotowujemy kawę dla wszystkich i rzeczy do wyjazdu, zaś Gintare ma robiony make up do sesji. Jeszcze przed 5, zanim pojawi się pierwsze światło jesteśmy już na promie i w trasie.

Około 7 rano jesteśmy na parkingu przy wejściu na szlak, na Prekestolen – znany klif (ponad 600m), półka skalna, charakteryzująca się niemalże prostym spadem. Możecie pomyśleć, dlaczego tak wcześnie? Chcemy zrobić sesje na spokojnie, z czystymi kadrami, aby ominąć tłumy turystów, które w okolicach południa skumulują się na szczycie. Przepakowujemy w plecak suknie ślubną Gintare oraz garnitur Rafała, robimy zapasy wody z górskiego strumienia i wyruszamy na spinaczkę.

Trasa nie była już tak łatwa i szybka jak na Manafossen. Na szczyt dotarliśmy dosyć sprawnie, po ok. 3,5h. Przez całą drogę towarzyszyły nam bajeczne widoki, a samo Prekestolen jak i krajobrazy z niego widoczne przeszły moje najśmielsze oczekiwania! Odnoszę wrażenie, że magia tych najpiękniejszych miejsc skrywana jest gdzieś na totalnych pustkowiach. Do dziś pamiętam tę ekscytacje, kiedy po kilku godzinach wspinaczki, z każdym ostatnim metrem wyłaniał się obraz, znany wcześniej tylko ze zdjęć widzianych w Internecie

Photo time

Pomimo wczesnej godziny, na szczycie nie jesteśmy sami. Dosłownie kilka osób robi sobie pamiątkowe zdjęcia. Wykorzystujemy okazje i szybko przystępujemy do zdjęć. Pogoda nam dopisała i robiła się coraz piękniejsza. Bardzo słonecznie, bardzo ciepło, a przy okazji bardzo wietrznie. Miejscowi twierdzili, że takiej pogody nie było od lat.

Z czasem, gdy kończyliśmy sesje szczyt był już dostatecznie wypełniony tłumami. Oczywiście Para Młoda na szczycie to nie lada atrakcja, wiec Gintare i Rafał zostali obfotografowanie nie tylko przeze mnie:) Gdy już zawijaliśmy do zejścia spotkaliśmy kolejną Pare Młodą… co ciekawe, również z Polski:)

Dzień 3

Tej nocy zatrzymaliśmy się w Stavanger – w mieście, w którym ponoć wiecznie jest pochmurno lub pada deszcz. Pogoda znowu nam dopisała. Tym razem wybieramy się na wycieczkę wzdłuż południowego wybrzeża. Po raz kolejny urzeka nas różnorodność. Stada owiec na pięknych, zielonych łąkach, domki na skalach i kamieniste wybrzeża. Po południu trochę się zachmurzyło i lekko przemarzliśmy, gdyż Gintare postanowiła „wykąpać” swoją suknie:)

Dzień 4

Nasz przed ostatni dzień w Norwegii, ostatni dzień fotograficzny. Wyruszamy ze Stavanger znanym nam już szlakiem – tą samą drogą, którą jechaliśmy pierwszego dnia. Z reguły nie lubię wracać do tych samych miejsc, ale piękno i różnorodność mijanych wówczas miejsc totalnie nas urzekła. Zarówno ja, jak i Gintare i Rafał, nie darowalibyśmy sobie tego, gdybyśmy nie wykorzystali tych pięknych krajobrazów do zdjęć.

Na zdjęciach tego nie widać, ale było mokro oraz okrutnie zimno i wietrznie. Z podziwem patrzyłem na Gintare i Rafała, jak ubrani w lekkie ciuchy wytrzymują norweskie anomalia pogodowe. Z pewnością od środka ogrzewała ich miłość:)

Bye, bye Norway…

Myślę, że ostatni dzień przed wylotem można opisać jednym zdaniem, które wypowiedziała Gintare: „Very tired and very happy”. Największe wrażenie, oprócz piękna krajobrazów, zrobiły na mnie uczuciowość i zaangażowanie Gintare i Rafała. Mimo że wcześniej się nie znaliśmy, miałem wrażenie, że spędzam wakacje z najlepszymi przyjaciółmi. Tak pozytywnych emocji, jakie towarzyszyły nam podczas wyprawy, chcę doświadczać jak najwięcej. Norwegia zdecydowanie nas urzekła i pozostanie w sercach na zawsze.

Ten wyjazd niezwykle zbliżył nas do siebie. Do dzisiaj utrzymujemy ze sobą kontakt, spotykamy się, świętujemy, podróżujemy. A kolejne wielkie wyprawy z pewnością jeszcze przed nami:)







Pozostaw komentarz


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.